
Bardzo się cieszę, że znów mogę wspomnieć o Annie Leibovitz. Narzekałam ostatnio (na profilu bloga na facebooku), że „idzie na komerchę” i rozmienia swój talent na drobne, zagłuszając go gigantycznymi produkcjami i dekoracjami. A przecież siła jej zdjęć (a przynajmniej części z nich) tkwi w prostocie kadru. Będę się upierać. I robi naprawdę genialne portrety. […]





