Puste ulice Nowego Jorku.
To jak oksymoron, epitet sprzeczny, czarne mleko czy gorący lód.
To niemożliwe, to się nie zdarza.
I dzisiaj już pewnie bardzo rzadko się zdarza, albo i nawet wcale, bo przecież zawsze jest gdzieś ktoś i coś robi. Przemknie samochód, cień przechodnia, błyśnie światło w mieszkaniu. Są całodobowe sklepy i punkty obsługi, działa metro.

A na tych zdjęciach – nic.
Cisza i pustka jednej z największych metropolii świata.
Jak to możliwe?

 

 

Był rok 1964, kiedy zafascynowany fotografiami XIX-wiecznego Paryża autorstwa Eugene’a Atgeta, fotograf postanowił zrobić podobny cykl o swoim mieście.
Duane Michals, znany i uznany amerykański fotograf, stworzył wówczas ‚Empty New York’ – serię zdjęć pustych ulic Wielkiego Jabłka.

Jak tego dokonał? Fotografował głównie w niedzielne poranki, łapiąc te nieliczne, unikatowe chwile kiedy ustawał wszechobecny gwar i tłum znikał.
Oglądając te zdjęcia nie tylko wędrujemy pustymi ulicami, zaglądamy też do barów, do fryzjera, jedziemy metrem. Nie spotykamy nikogo, nie dzieje się nic.
I to nic jest niezwykłe, niepokojące, niespotykane.

Cisza i spokój w Nowym Jorku.
Poezja pustki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiosną tego roku fotografie zaprezentowano po raz pierwszy na wystawie w DC Moore Gallery w Nowym Jorku.

 

fot. Duane Michals

I like photo na facebooku – zapraszam.