Jakoś tak się dzieje, że rzadko możemy oglądać fotografa przy pracy.
Schowany za aparatem fotograficznym jest obecny, ale jakby go nie ma.
I potem cóż, że fotografował największe sławy jak nie ma dowodu, że się z nimi spotkał, podał im rękę, siedział obok, rozmawiał.

 

 

Być może wielu fotografom nie zależy wcale na tym by mieć zdjęcie z gwiazdą, słynną osobą. Niektórym wystarczy sam zaszczyt zatrzymania jej w kadrze.
A siebie fotografowie na zdjęciach nie lubią i z zasady nie fotografują się.
(Bo że autoportret to naprawdę niełatwa sprawa to już wiemy. Choć kilka znakomitych przykładów można podejrzeć tutaj i tutaj).

Ale Alfred Eisenstaedt był inny.
Fotografował największe sławy dla magazynu ‚Life’, ale prócz oficjalnych zdjęć zgromadził też kolekcję zdjęć bardziej osobistych.
Sławny człowiek i ja. Taka prywatna seria.
Autoportret z gwiazdą.

 

 

 

 

 

 

 

Niektóre z tych zdjęć nieco nas rozbawiają być może, ale dobrze pokazują człowieka jaki stał za obiektywem.
Alfred Eisenstaedt był trochę aktorem, niejedno zdjęcie jest tu ustawione i zaplanowane, ale wiele wydaje się być naturalnymi i niewymuszonymi. Spotkanie z nim musiało być zabawne.

 

 

 

 

Dlatego dziś nie będzie znanych zdjęć mistrza, ale te prywatne, odkryte przez fotoedytorkę ‚Life’a’ Liz Ronk.

 

 

 

A na koniec jego wersja jego najsłynniejszego zdjęcia z VJDay.
(Tu możecie o nim więcej przeczytać).

 

fot. Alfred Eisenstaedt

 

fot. Bill Shrout

Dlatego warto pamiętać, że jeśli przyjdzie wam fotografować sławną osobę dodajcie sobie do kolekcji jedno wspólne zdjęcie.
Albo nawet jeśli nie jest sławna, a bardzo ją lubicie, to wspólna fotka będzie okazją do miłej rozmowy i wspomnień po latach.
Tak, zdjęcie może zastąpić nam pamięć, która bywa zawodna.

I tak sobie jeszcze pomyślałam, że fajnie było by się móc spotkać z panem Alfredem i usiąść wraz z nim nad albumem jego zdjęć i posłuchać jego opowieści o ludziach i zdjęciach…

I like photo na facebooku – zapraszam.