W Paryżu trwają właśnie wystawy związane z fotografią, na które bardzo chętnie bym zajrzała, gdybym akurat była w stolicy Francji. Wszystkie bardzo ciekawe, inspirujące.

Na początek o pierwszej z nich – wystawie fotografii Richarda Avedona w Jeu de Paume przy placu Concorde, która prezentuje 270 prac z lat 1946-2004.

To retrospektywa jednego z najbardziej znanych fotografów mody.
I jednego z najlepszych portrecistów.

 

 

Właściwie, mimo, że jego zdjęcia modowe zapoczątkowały małą rewolucję w tej dziedzinie fotografii, to dla mnie najciekawsze i najważniejsze są właśnie portrety.
On sam szanował swoją pracę, ale przyznawał, że modą zarabia na życie. Nie zaprzeczał, że sprawiało mu to przyjemność i jednocześnie dawało duże pieniądze, dzięki czemu mógł zająć się, jak to sam nazywał, ‚głębszą pracą’ czyli swoimi projektami.
Ale nawet jego zdjęcia sesyjne dla magazynów Haper’s Bazaar’ czy ‚Vogue’ bywały pięknymi portretami, a nie tylko prezentacją najnowszych kolekcji.

‚Portret nie jest jak podobieństwo.
Chwila emocji czy fakt zostaje przekształcony w fotografię i nie jest już dłużej faktem, ale opinią.
Nie ma czegoś takiego jak niedokładność w fotografii. Wszystkie fotografie są dokładne. Żadna z nich nie jest prawdą’.

A jednak…
Mam wrażenie, że w jego portetach jest mnóstwo prawdy o ludziach których przedstawiają.
Tak jakby pozwalał być im sobą. Po prostu.

Richard Avedon portretował ludzi znanych, sławnych, wybitnych w swoich dziedzinach aktywności zawodowej.
Pisarzy, tancerzy, piosenkarzy, ludzi filmu i teatru. Także polityków.

 

 

 

Przed jego obiektywem gościli między innymi: Marylin Monroe, Marlon Brando, Charlie Chaplin, Fred Astaire, Andy Warhol, Truman Capote, Pablo Picasso, Cole Porter, Louis Armstrong, Maria Callas, Gabriel Garcia Marquez, Karen Blixen, Allen Ginsberg, Samuel Beckett, Susan Sontag…

 

 

 

Długo można by tu wypisywać listę wszystkich tych znakomitości. To ludzie – legendy.
Wśród potretów znajdziemy też osobowości twórcze, których kariera nadal się rozwija: Bjork, Tilda Swinton, Ralph Fiennes, Sean Penn…

 

 

 

 

 

Żartowano nawet, że jeśli fotografuje cię Avedon i jeszcze nie jesteś sławny, to już za moment będziesz z całą pewnością. Było w tym dużo prawdy.

Ale Avedon robił też zdjęcia ludziom zupełnie nieznanym.
Seria ‚In the American West’ obejmuje prace wykonane między 1979 a 1984 rokiem i jest niemalże zapisem antropologicznym. Odmitologizuje amerykański Zachód, tak dobrze znany z filmów.  Pokazuje zwykłych ludzi: ciężko pracujących, zmęczonych, rozczarowanych, bezrobotnych, życiowych rozbitków. Ich twarze są zwyczajne, pospolite. A jednocześnie równie niezwykłe co te znane nam z ekranu filmowego czy kolorowych gazet.

 

 

 

 

Zdjęcia z tej serii są poruszające. Są prawdziwe.

Co ciekawe sfotografował w ten sam sposób jak fotografował celebrities, wszystkich tych ważnych, znanych ludzi: na białym tle. Żadnych dodatkowych elementów, tylko postać, twarz.

Każde z tych zdjęć to osobna historia, ludzki los.

 

 

 

Avedon bronił się, że tu nie chodzi tylko o portet amerykańskiego Zachodu.
Mówił, że te portety są o ludziach, jak cała jego praca twórcza.

Mówił też, że młodość go nie porusza, że rzadko widzi coś pięknego w młodej twarzy.
Interesowali go ludzie z pasją, niezwykle twórczy, kochający swoją pracę.
On sam też był taką osobą. Być może to właśnie sprawia, że jego fotografie tak zapadają w pamięć.

Powiedział kiedyś: ‚jeśli dzień mi mija i nie robię nic co było by związane z fotografią, to jakbym zaprzeczał swojej egzystencji, jakbym zapomniał się obudzić’.

Fotograf zmarł w 2004. Wtedy też powstała The Richard Avedon Foundation, która zajmuje się jego twórczością.

Paryska wystawa fotografii Avedona potrwa do 28 września.